* Blanka*
Cały świat przewrócił mi się do góry nogami w ciągu jednego dnia. Wszystko wam opowiem. Zacznijmy od tego, że mam matkę i ojca jak (prawie) każda rodzina. Tylko, że u mnie nie do końca. Kiedy się urodziłam tata od nas odszedł. Mama sama mnie wychowywała przez te lata. O moim ojcu zaraz pogadamy. Dobra, dzieci w szkole wytykały mnie palcem, ale nauczyciele?! Serio nie chcecie być tam, gdzie nikt was nie akceptuje. Można zwariować. Zacznijmy opowieść o tym przecudownym dniu. Obudził mnie budzik nastawiony na 6.15. Muszę chodzić na pieszo do budy, więc szybko się ubrałam i spakowałam. Zeszłam na dół, a na stoliku leżała kartka z napisem"Wrócę o 16.00 ~ mama". Zjadłam śniadanie i w drogę. Jako że jestem bardzo inteligentna i nie wyjrzałam przez okno, musiałam iść w deszczu. Na szczęście mój przyjaciel Mike (później satyr) mnie zauważył i wziął dwie parasolki. Szliśmy w ciszy, chyba że licząc momenty kiedy kierowcy wjechali w kałużę i nas przy okazji ochlapywali. Kiedy doszliśmy do szkoły, okazało się że za dwie minuty są lekcje. Szybko do szatni i pod salę. Akurat zdążyliśmy i weszliśmy. Lekcja po lekcji a czas się dłużył. Po prostu chciałam opuścić to miejsce jak najszybciej. Nie wiedziałam jak bardzo się pomyliłam. Po rzeczywiście męczącym dniu, szybko wróciliśmy do domu. W pewnym momencie coś walnęło całą siłą w okno. Satyr
wezwał pegaza, a ja stałam jak wyryta i się na niego patrzyłam. Krzyknął żebym się ruszyła i wskoczyłam na "to coś". Koń leciał z prędkością światła i po dosłownie paru sekundach znaleźliśmy się przed
.
.
.
.
.
Obozem Pół-Krwi!!!
Tak, wiem że to dziwne, ale jak to mówią: Cuda się zdarzają. Super, że dotarliśmy do chwili OBECNEJ. Pierwsze co się stało:
-Na co czekacie, biegnijcie!
Tak, goniły nas Erynie.
_________________________________________________________________________________
Wiem, trochę krótkie ;D Staram się i czekam na kolejny rozdział.